Indywidualizacja produktu Indywidualizacja produktu
Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image
Scroll to top

Top

Indywidualizacja produktu

Indywidualizacja produktu

Rzeczy z wyhaftowanym imieniem, ręcznie malowane sneakersy, ekskluzywne torebki z pisakami w komplecie, czy bluzki z hasłem do uzupełnienia. Przemysł odzieżowy oszalał na punkcie indywidualizacji produktu, tworzenia unikatów (czy czasem namiastki unikatów) w obrębie mody masowej.

 Idealnym przykładem takiej indywidualizacji są torebki marki Fendi z 2012 roku, nazywane potocznie Fendi DIY Bag. Pojawiły się w sprzedaży w dwóch wersjach – z kompletem włóczek i z pisakami. Ekskluzywna, pożądana projektancka torebka, symbol statusu i dobrego gustu spotkał się tu z potrzebą własnej ekspresji twórczej, chęcią odróżnienia się i modą na przeróbki. Torebka kosztowała 1500 Dolarów.

Bardzo podobną sytuację mamy z personalizowaniem butów sportowych. Mamy już artystów-specjalistów od konkretnego modelu, malujących np. tylko konkretny model Nike’ów czy Adidasów. Między innymi dlatego białe gładkie oldschoolowe modele stały się w niektórych kręgach najbardziej pożądane i najchętniej kupowane.

Wielu młodych projektantów ma w swojej ofercie możliwość personalizowania np. torebek. I nie chodzi mi tu już tylko o grawer, czy zawieszkę, ale np. o dobranie koloru skóry, filcu, wykonanie jakiegoś konkretnego haftu itp.

Jednym ze świetnych chwytów marketingowych jest też przekonanie odbiorcy o posiadaniu przez niego unikatu. Wielu (nawet początkujących projektantów) ogranicza liczbę odszyć danego modelu (np. do 10 sztuk czy 100 w zależności od wielkości firmy), przez co rzeczywiście trudno spotkać drugą osobę w takiej samej rzeczy albo każdy model odszywa w odrobinę innej wersji. Niektórzy nazywają swoje produkty imieniem pierwszej klientki czy dają pierwszej klientce możliwość wyboru nazwy modelu (np. w firmie absolwentki SAPU I Want April czy w firmie MayLily, oferującej ubranka dziecięce – MayLily na życzenie haftuje też imię przyszłego właściciela).

Świetnym zabiegiem promocyjnym, doskonale pasującym do czasów mediów społecznościowych, jest kampania reklamowa marki Lane Bryant, specjalizującej się w odzieży size plus. Marka wprowadziła sprzedaż koszulek „This body is made for…” i zachęcała do dopisania własnej końcówki zdania i wrzucenia zdjęcia z takim hasztagiem na portale społecznościowe. Modelki biorące udział w kampanii także same hasło uzupełniały no i mieliśmy „This body is made for starting a revolution” (Ashley Graham) czy „This body is made for proving tchem wrong” (Precious Lee).

Podobne zjawisko pojawia się coraz częściej w kampaniach reklamowych. Popatrzmy na przykład na najnowszą kampanię wizerunkową bielizny Calvina Kleina i jej hasło: „In my Calvins”. Zaproszenie do niej modele i modelki mieli dowolnie je uzupełnić i spontanicznie zapozować. Dzięki temu kampania jest bardzo autentyczna. Mamy awangardową artystkę FKA Twigs („I excel in my Calvins”) w pozach tanecznych, Justina Biebera w roli współczesnego ideału mężczyzny („I glow in my Calvins”) i aktualnie najpopularniejsze modelki (Kendall Jenner – „I pose in My Calvins”). No i znowu hasztag „in my Calvins” i zaproszenie do zabawy nowych klientów.

Oczywiście, nie każdy z nas zaprojektuje sobie jedną jedyną unikatową sukienkę swoich marzeń (której projektant już nigdy nie powtórzy) i nie każdy ozdobi drogą torbę Fendi, ale ta moda na indywidualizację ma w sobie wiele fajnego. Jest w niej coś kreatywnego i coś z możliwości powrotu do dzieciństwa, kiedy to przypinaliśmy piny na torby albo rysowaliśmy długopisami po butach. A jak wiadomo w modzie wszystko wraca… Tym razem tylko bardziej w wersji glamour!

 

Magda Kęskiewicz